Kooperacja: myśliwy – przewodnik posokowca

20161212_142547
GALA z łańką – przewidywalna, łatwa praca dla psa, który dopiero się uczy
20161214_142328
NUTA z wycinkiem – nieprzewidywalna praca dla doświadczonego psa

Poszukiwanie postrzałków zawsze (w większym lub mniejszym stopniu) opiera się na współpracy przewodnika posokowca z myśliwym. Każdą robotę zaczynamy od przeprowadzenia – nazwijmy to – wywiadu, który ma nam pomóc w podjęciu właściwych decyzji przed i w trakcie pracy na tropie. Zanim zaczniemy robotę powinniśmy wiedzieć czy: sztuka była np. strzelana spod psów, czy podczas strzału stała czy poruszała się, czy przemieszczała się pojedynczo czy np. w chmarze, w jakiej pozycji znajdowała się podczas oddawania strzału i jak zwrócona była w kierunku myśliwego (na blat, sztych, kulawy sztych). Równie ważne jest jakiego kalibru i jakiej konstrukcji kula została posłana w kierunku zwierza i czy myśliwy starał się trafić w komorę, na kark, czy łeb.  Dobrze jest jeśli myśliwy zaobserwował reakcję na strzał (potknięcie, wierzgnięcie, przygarbienie zmiana tempa itp.) czy słyszał „uderzenie kuli”. Bardzo ważne jest tez to co udało się znaleźć na zestrzale i czy w ogóle udało się ten zestrzał zlokalizować. Ale tu bardzo istotna uwaga, zestrzał powinien być kontrolowany przez pojedynczego  myśliwego, który stara się nie rozdeptywać ewentualnych oznak przyjęcia kuli, nie badajmy go w konsylium składającym się z kilku myśliwych chodzących w kółko i roznoszących pod butami wszystko co tam się znajduje, adrenalina sprzyja dynamicznym działaniom zakrojonym na szeroką skalę ale powstrzymajmy się przed takimi akcjami, które bardzo utrudniają rozpoczęcie pracy. Szczególnie jeśli w ten sposób zostaną zmiksowane znajdujące się blisko siebie zestrzały, co zdarza się często podczas polowań zbiorowych gdy strzela się do sztuk przemieszczających się w chmarach czy watahach.

Przewodnik posokowca pyta o wszystkie szczegóły związane z postrzałem nie po to aby zaspokoić swoją nadciekawoś, również nie po to aby dalej je puścić w świat lub wykazać jakieś wstydliwe uchybienia strzelającego. Wręcz przeciwnie, sam fakt, że myśliwy stara się za wszelką cenę odszukać postrzałka, gwarantuje strzelcowi szacunek ze strony przewodnika i absolutną dyskrecję. Dlatego też nie ma powodu aby zatajać czy przeinaczać pewne szczegóły. Rozumiem, że czasami nasze zmysły zawodzą (w końcu dlatego potrzebne są nam psy) ale nie ma najmniejszego powodu aby 40 kilogramowy przelatek stawał się 120 kilogramowym odyńcem, cielak jelenia kozą sarny, czy duża ilość jasnej farby z pęcherzykami powietrza zamieniała się w ciągu kilkunastu godzin w śluzowatą ciemną smugę. Takie mijanie się z prawdą naraża nas i nasze psy na niebezpieczeństwo lub w najlepszym wypadku cofa proces szkoleniowy młodego psa i marnuje czas i wysiłek jaki włożyliśmy w jego układanie. Marnuje również czas i nie rzadko setki kilometrów jakie przejechaliśmy do postrzałka.  Nie ma też najmniejszego powodu aby pomijać fakt, iż były czynione próby odnalezienia postrzałka z innymi psami.

Inną kwestią jest zachowanie się myśliwego podczas gdy już posokowiec z przewodnikiem pracują na tropie i gdy potrzebują spokojnie skupić się na wykonywanej pracy. Nie sprzyja temu depcząca kilka metrów za ich plecami uzbrojona armia oraz jej nerwowe komentarze i pouczenia, dlatego ja zawsze proszę aby szedł za nami jeden myśliwy w odległości która zapewni jako taki kontakt wzrokowy. Wtedy mamy spokój i miejsce np. na ewentualne pętle robione przez psa, który naprowadza się na prawidłowy trop i nie napotyka po drodze nóg stojących tuż za nami myśliwych. Proszę też nie dziwić się, że szanujący się przewodnik oddanie ewentualnego strzału łaski rezerwuje dla siebie. Nie oznacza to w żaden sposób chęci upokorzenia myśliwego, czy pokazania „kto tu rządzi”, jest to troska o naszego psa i o zwierzynę, której trzeba skrócić cierpienie. A jako, że przewodnik robił to zapewne znacznie częściej od statystycznego myśliwego jest większa szansa, że i tym razem zrobi to skutecznie i w sposób zapewniający bezpieczeństwo.

Czym zatem spowodowane są zachowania utrudniające prace przewodnikom i posokowcom? Najczęściej chyba wynika to z braku zaufania co do ich umiejętności, doświadczenia, wiedzy i dyskrecji. Ciekawe jest, że najmniej kłopotu sprawiają myśliwi młodzi ale dobrze wyedukowani łowiecko oraz ci naprawdę doświadczeni. Najwięcej natomiast ci, którym tylko wydaje się, że już dużo wiedzą i dużo doświadczyli . Niebagatelną rolę odgrywa też opierająca się na koleżeństwie dyscyplina panująca w danym kole i atmosfera, która sprzyja kształtowaniu prawidłowych postaw. I obyśmy jako przewodnicy jak najczęściej z takimi prawidłowymi postawami mieli do czynienia.

Ostatnio miałem przyjemność pracować z myśliwym rzeczowo i precyzyjnie przedstawiającym fakty związane z postrzałem sporego dzika. Pojedynek kłapiąc orężem skutecznie zniechęcił łowcę do wchodzenia w nocy w młodnik. Myśliwy przyznał również, że rano bezskutecznie próbowali dojść dzika z terierami. Po 19 godzinach od postrzału byliśmy na miejscu, gdzie okazało się, że wszystkie dane się zgadzają. Odległość, kąt oddania strzału i mała ilość farby w młodniku z którego dzik się odgrażał. Myśliwy poinstruowany co do zasad zachowania się, podczas naszej pracy, przyjął je i zastosował w praktyce a my po 15 minutach bezstresowej pracy odnaleźliśmy pięknego łaciatego wycinka, który przyjął na miękkie kulę Geco Plus w kal. 308 Win i pokonując z młodnika 1200 metrów, oddalił się bez dania kropli farby w pobliską dolinę rzeczki.

Takim myśliwym pomaga się z prawdziwą przyjemnością. Niechaj Bór Im Darzy.

Reklamy