Wyjątkowa pełnia

1

Ostatnia pełnia okazała się wyjątkowe nie tylko ze względu na większy i jaśniejszy niż zazwyczaj księżyc. Dla nas okazała się wyjątkowo pracowita. W ciągu pięciu dni mieliśmy pięć prac, z których jedna bez wątpienia zasługuje na pamięć. Dostałem zgłoszenie od kolegi, który jest właścicielem doświadczonej labradorki, więc od początku wiedziałem że praca nie będzie łatwa.Dzik strzelany na pokukurydzianej oziminie, nie zostawił na zestrzale ani kropli farby, podłożona na zestrzał labka doprowadziła po paruset metrach do pierwszej farby, dzik farbował słabo i nieregularnie. Po następnych kilku setkach doszła do łąki z której podniosło się 6 saren a z przyległego ugoru poderwał się kogut, nic dziwnego więc, że polujący głównie na pióro retriwer bardziej zaczął interesować się się bażantem niż kilkunastogodzinnym tropem ze znikomą ilością farby. Przyszła więc kolej na nas. Po 14 godzinach od chwili przyjęcia kuli Zaczęliśmy od zestrzału i początkowo kierowaliśmy się ścieżką wypracowaną przez kolegę, gdy dochodziliśmy do feralnej łączki, niemal z pod nóg poderwał się nam kogut a za chwilę ruszył szarak na którego mało co nie wdepnęliśmy. Dla pewności wróciłem więc do ostatniej farby. Okazało się jednak że szliśmy dobrze, dosłownie kilkanaście metrów za kotliną zająca farba potwierdzała prawidłowość pracy. Dalsze poszukiwania odbywały się już bez podobnych niespodzianek i prowadziły polami. Farba pojawiała się miejscami by po kilkunastu czy kilkudziesięciu metrach zniknąć na dłuższy czas, Nuta kilkukrotnie korygowała swoją pracę krótkimi pętlami. Po 7 kilometrach dotarliśmy do Bzury i tu zaczęło się kluczenie, w końcu jednak suka znalazła miejsce, w którym postrzałek przeprawił się przez rzekę. My musieliśmy zapakować się do samochodów i przejechać kilka kilometrów żeby znaleźć się na drugim brzegu. Tam Nuta bez problemu podjęła dalszy trop, teren był już jednak znacznie trudniejszy. Gęsto zarośnięty podmokły grunt nie ułatwiał pracy a zmęczenie coraz bardziej dawało się we znaki. Na szczęście pojawiająca się co jakiś czas farba potwierdzała, że podążamy prawidłowym tropem. Doszliśmy po pewnym czasie do ściany wysokich trzcin i tu Nuta zatrzymała się, zjeżyła sierść na grzbiecie i zaczęła górnym wiatrem sygnalizować obecność postrzałka. Sięgnąłem więc po broń i w tym momencie suka ruszyła z otokiem w trzciny. Spoglądam na Garmina i widzę, że stoi w miejscu 50 metrów od nas, nie słyszę jednak szczekania, prawdopodobnie zaplątała się w gęstwinie, po krótkiej chwili widzę na wyświetlaczu, że na szczęście wraca. Podejmuję decyzję aby jednak wrócić kilkadziesiąt metrów do ostatniej farby i tam wznowić poszukiwania. Nuta zaczyna kluczyć, zmienia dwukrotnie trasę ale w końcu doprowadza do trzcin w których kilka minut wcześnie zaplątała się na otoku. Tym razem wchodzę z nią i po chwili docieramy do ciepłego łoża, zwalniam więc sukę z otoku i za moment słyszymy głoszenie, które trzykrotnie się przemieszcza, za trzecim razem udaje nam się dojść do niewielkiej, gęstej kępy suchych gałęzi i pokrzyw z której Nuta próbuje wypchnąć dzika. Postrzałek jest jednak niewidoczny i twardo trzyma się swojego schronienia, po kilku minutach wyskakuje z ukrycia i w tym momencie kolega posyła mu kulę. Dzik idzie jednak dalej i po kilkudziesięciu metrach jest powtórnie stanowiony. Tym razem zaległ w bardziej dostępnym miejscu, gdzie strzałem łaski kończę pracę.

Klasyczny półpłaszcz kal. 8×57 JS trafił w podgardle i zatrzymał się na łopatce naruszając krawędź jednego z płatów płucnych.Program Garmin Base Camp wyliczył długość pracy na 9,3 km, w tym na otoku 8,2 km, gon 1,1 km, stanowienie w sumie 18 minut.

Advertisements