X Memoriał im. ks. Benedykta Gierszewskiego

 

W dniach 6-8 listopada 2015r, tradycyjnie na Opolszczyźnie, odbył się kolejny już Memoriał im. ks. Benedykta Gierszewskiego. Jest to najważniejszy w Polsce i na pewno jeden z ważniejszych w Europie, sprawdzianów pracy posokowców na naturalnym postrzałku. W tym roku udział w imprezie zgłosiły ekipy z Austrii, Czech, Słowacji, Węgier i Polski.

Dwa tygodnie wcześniej otrzymałem telefon z informacją, że jeden z przewodników wycofał się z imprezy, padła propozycja abym w zastępstwie, wystartował z Nutą.  Ponieważ przez dwa dni poprzedzające memoriał miałem zabezpieczać polowania komercyjne w jednym z opolskich kół, decyzja mogła być tylko jedna.

5 listopada potwierdzamy 2 pudła.

6 listopada, potwierdzamy 2 pudła a następnie idziemy za łanią, która jakieś 200 metrów od miejsca, w którym do niej strzelano, zatrzymuje się przed duktem. Znajdujemy tu 4 krople mięśniowej farby. Następnie kluczymy po lesie aby po godzinie tropienia wyjść na ugór. Miejscowy myśliwy potwierdza, że w tym miejscu wyszła z lasu pojedyncza łania, do której ponownie strzelano. Nuta prowadzi trasą ucieczki łani. Idący z nami myśliwy potwierdza, że idziemy dobrze. Przez następne paręset metrów, mimo, że przechodzimy przez wyschnięte trawy, nie odnajdujemy ani kropli farby i przerywamy poszukiwania. Dostajemy kolejne zgłoszenie. Strzelano do łani, która widziana 300 metrów od miejsca strzału szła na końcu chmary sprawiając wrażenie jakby miała trudności z nadążeniem za resztą jeleni. Nuta chętnie podejmuje trop, z przyspawaną do ziemi truflą mocno ciągnie do przodu i mimo, że nie ma potwierdzenia w postaci farby widzę, że idziemy dobrze. Trop prowadzi przez wysoki las, uprawy i drągowiny. Kilkakrotnie przechodzimy przez asfaltowe drogi. Podchodzimy na skraj zbiornika wodnego aby za chwilę zawrócić. Przez cały czas mam całkowitą pewność, że idziemy dobrze. Mimo absolutnego braku farby, styl pracy psa potwierdza, że ani na chwilę nie zgubiliśmy tropu. Po około 3 kilometrach Nuta wypracowuje odbicie pod kątem prostym. Prawdopodobnie łania nie mogąc nadążyć za uchodzącą chmarą, zmienia trasę ucieczki. Po kolejnych 300 metrach znajdujemy ją, postrzał na szynkę, bez naruszenia kości i bez wylotu kuli. Jedziemy jeszcze na pokot, żegnam się z gospodarzami, żegnam Michała i Tomka, których kopovy przez dwa dni wykonały kawał dobrej roboty i ruszam w drogę do Bogacicy aby zdążyć na otwarcie memoriału. Udaje mi się dotrzeć przed czasem, jest więc czas na rozmowy z przyjaciółmi po otoku i uzupełnienie płynów. Następnie uroczyste otwarcie imprezy, przedstawienie psów i przewodników oraz losowanie kolejności w jakiej będziemy jutro losować prace. Po części oficjalnej uroczysta kolacja, która przeciąga się do północy.

7 listopada – trafia nam się praca na mocno farbującym dużym dziku, strzelanym 20 godzin wcześniej na polowaniu zbiorowym. Początkowo dużo mięśniowej farby, po około kilometrze pojedyncze krople co kilkadziesiąt metrów, po dalszych 500 metrach farba zanika. Ostatni ślad to otarcie na brzózce na wysokości około 80 cm. Dzik faktycznie musi być spory. Kontynuujemy pracę na dystansie 5 km. Od samego początku towarzyszy nam obfity deszcz, teren bardzo ciężki, dużo jeżyn i młodników z głębokimi rabatami. Kilkukrotnie przechodzimy przez cieki wodne w końcu po kilkugodzinnej walce udaje nam się odnaleźć dzika. Sędzia jednak uznaje że to nie jest ten postrzałek. Ja podejmuję decyzję o przerwaniu poszukiwań.

8 listopada – jedziemy odszukać cielę strzelane poprzedniego dnia na zbiorówce. 10 metrów od zestrzału znaleziono kawałek jelita tak więc cielę musi być odszukane. Opady deszczu przez cały poprzedni dzień i całą noc nie dają szans na odnalezienie na tropie choćby kropli farby. Początkowo Nuta ma problem z podjęciem tropu, dopiero kolejna próba daje spodziewany efekt. Prawidłowość tropu potwierdza odnaleziona błona podskórna. Po około kilometrze pracy zbliżamy się do młodnika, zaraz po wejściu do niego Nuta zgłasza gorący trop. Chwilę się waham czy puścić psa w gon bo jeśli zaraz za zestrzałem znaleziono kawałek jelita, to sztuka powinna już być zgasła, no ale jeśli pomylono jelito z inną tkanką to jeleń może jeszcze żyć. Ostatecznie decyduję się na puszczenie psa. obserwuję wyświetlacz Garmina, na którym widzę szybko przemieszczającą się sukę już po chwili wskazanie odległości zatrzymuje się na 550 metrach. Silny wiatr powoduje, że nie słychać głoszenia. Zerkam na mapę Garmina i widzę, że pies tańczy w miejscu, trwa to jednak maksymalnie minutę po czym urządzenie pokazuje, że Nuta wraca. Dochodzę do wniosku, że postrzałek jest na tyle silny, że suka nie może go zatrzymać. Proszę jednak o sprawdzenie naszej pracy Roberta Maślankę kolegę z klubu a sami wracamy do Bogacicy. Będąc już na miejscu dowiadujemy się, że suka Roberta, tuż przed miejscem, w którym puściłem Nutę w gon wypracowała trop powrotny. Cielę zawróciło pod bardzo ostrym kontem, przeszło jeszcze około 100 metrów i zgasło. Okazało się, że tuż przed finiszem popełniliśmy błąd, Nuta pociągnęła prawdopodobnie za zdrową łanią a ja źle oceniłem sytuację, na szczęście ciele zostało ostatecznie odszukane.

Dziękuję organizatorom, sędziom i przyjaciołom po otoku za wspaniałą atmosferę, towarzystwo i niezapomniane wrażenia.

 

 

Reklamy